Maj 21, 2009

„Nadmuchiwanie” symbolicznej frekwencji i telefony do domu

Rząd, z Donaldem Tuskiem  na czele wciąż walczy o zwiększenie frekwencji w czerwcowych wyborach do europarlamentu. Po emitowaniu spotów reklamowych, przyszedł czas na napompowanie całkiem dużego, symbolicznego balonu.

Nawet o najważniejszych sprawach można mówić niekoniecznie ze śmiertelnie poważną miną – mówił marszałek Bronisław Komorowski, gdy balon zwiększał swoją objętość. Balon, jak prawdopodobnie mniemają Putra, Kalinowski i Szmajdziński, czyli posłowie związani z tą akcją, ma być symbolem podniesienie się bardzo niskiej frekwencji wyborczej. Całemu incydentowi przyglądali się z zaciekawieniem inni posłowie i licealiści zwiedzający sejm.

Po zakończeniu całej akcji, B. Komorowski zachęcał dziennikarzy do jak najczęstszej prezentacji balonu na łamach telewizji i prasy. Miejmy nadzieje, że balon rzeczywiście stanie się katalizatorem wzrostu frekwencji wyborczej, choć jak mówi opozycja, zamiast rzucać nie jasnymi symbolami, przydałoby się lepiej poinformować ludzi, bowiem z sondaży wynika że ponad połowa polaków nie wie, że eurowybory są 7 czerwca.

Kolejnym absurdalnym pomysłem wydaje się zatrudnienie 10 wolontariusz, którzy na terenie stolicy będą wydzwaniać do domów obywateli i zachęcać ich do pójścia na wybory…