Kwiecień 19, 2011

Imigranci z Libii i Tunezji zaleją Europę?

Niedawno zastanawialiśmy się jak UE poradzi sobie z sytuacją na bliskim wschodzie, a szczególnie z falą imigracji, która będzie następstwem toczących się tam rewolucji. W szeregach Unii taką dyskusje chciały podjąć tylko Włochy (najbardziej narażona na przypływ imigrantów), jednak ich głos milkł w obliczu interwencji wojsk NATO. Niedawno problem wybuchł ze zwiększoną siłą.

Zgodnie z przewidywaniami, jak tylko opadł kurz wokół rewolucji ludzie z Tunezji i Libii w poszukiwaniu lepszego życia (czy w ogóle szansy na życie) ruszyli w kierunku Europy. Pierwszym przystankiem na ich drodze są Włochy. Minister spraw wewnętrznych Włoch Franco Frattini, słusznie zauważa: „Problem nielegalnej imigracji nie dotyka tylko Francji i Włoch, a jest sprawą całej Europy. Jeżeli przyjęte zostanie inne stanowisko, to zakwestionowana zostanie sprawa integralności Unii Europejskiej”.

Włochy jako najbliższe państwo dla imigrantów z objętych rewolucją (lub wojną domową) terenów staje w obliczu bez wyjścia gdyż sytuacja jest wyjątkowo delikatna. Inaczej widza to francuzi, oni w obawie przed imigrantami po prostu zawrócili wszystkie pociągi jadące do nich z Włoch. Gdy Berlusconi prosi o pomoc w poradzeniu sobie z problemem Ministrowie Spraw Wewnętrznych Niemiec, Austrii, Hiszpanii, przedstawiając oficjalne stanowiska swoich rządów twierdzą, że to problem Włochów i powinni go stłumić już w zarodku, tak by uniknąć fali migracji w głąb Europy.

Niespójne stanowisko w szeregach UE nie dziwi, bowiem Włosi wiedzą, że imigranci tylko w niewielkiej części pozostaną u nich, reszta ruszy do Francji (wielu Tunezyjczyków zna tutejszy język i może liczyć na wsparcie legalnych imigrantów z Afryki), Niemiec (największe skupisko Tunezyjczyków w Europie). Politycy w pozostałych krajach (szczególnie Europy Wschodniej, w tym Polski) śpią raczej spokojnie. Problem ten bezpośrednio ich nie dotyczy, gdyż imigranci nie mają po co jechać na wschód.