Maj 20, 2013

Europa chce odzyskać miasta dla ludzi

Urbanizacja świata postępuje coraz wyraźniej. Obecnie w miastach żyje nawet 50% ludności, a do 2050 roku może być ich nawet 80%. Do tej pory niewielką wagę przywiązywano do warunków mieszkalnych ludności, a skupiano się na problemie zakorkowanych dróg. Tymczasem kilka europejskich miast ruszyło inną drogą, której z uwagą przygląda się Unia.

 

Nowym standardem ma być adaptacja przestrzeni dla mieszkańców, a nie samochodów. Do tej pory znanym obrazkiem były zakorkowane ulice, wszechobecny hałas (choćby we Wrocławiu przekraczający 2-krotnie normy zdrowotne) i problem z miejscami parkingowymi. Budowanie, poszerzania i reorganizacja dróg na niewiele się zdawały. Apelowanie o przesiadanie się do komunikacji miejskiej bądź na rowery również. Szczególnie w tej drugiej formie poruszanie się było po prostu niebezpieczne.

 

Tymczasem inną drogę proponuje się w Berlinie, Amsterdamie czy Kopenhadze. Przede wszystkim zamykanie dla ruchu niekluczowych ulic miasta, zmienianie ich na deptaki, aleje parki. Tworzenie sieci połączonych ze sobą alejek pomaga przywrócić na ulice ruch pierwszy i rowerowy. Powstaje więcej kawiarni i restauracji, w których chętnie czas spędzają mieszkańcy i turyści. Ścieżki rowerowe ustawione są tak, że można bez problemu i zatrzymywania się przemierzyć całe miasto.

 

Berlin dodatkowo stawia na zmianę nastawienia do samochodu, zamiast posiadania, zachęca do wypożyczania aut. W normalnych warunkach większość, szczególnie młodych ludzi, korzysta z samochodu okazjonalnie. Nowe wypożyczalnie za stosunkowo niewielkie opłaty pozwalają ludziom wybrać się na zakupy, pojechać w dłuższą podróż. Generalnie korzystać z auta, kiedy jest potrzebne. Efekty? Dzisiaj 37 proc. mieszkańców Kopenhagi wybiera rower, tylko 24 proc. posiada samochód. W Berlinie liczba samochodów spada z każdym rokiem, a ludzie są znacznie szczęśliwsi.

 

Tym programom przygląda się Europa, która widzi w nich potencjał do zmiany dotychczasowego paradygmatu miejskiego życia. Prawdopodobnie nie ze względu na jakość życia mieszkańców, ale fakt, że „na każdym kilometrze przejechanym przez rowerzystę Kopenhaga zyskuje 0,25 dol. Każdy kilometr przejechany samochodem kosztuje nas 60 centów.” – tłumaczy Jan Ghel odpowiedzialny za sukces projektu w Kopenhadze.